sobota, 21 grudnia 2013

Bender gender

Witam po długiej przerwie. Cóż, mieliśmy niby niedawno nowy wpis, lecz była to właściwie reklama, pozbawiona właściwego komentarza. Ot, pokazana ciekawostka (choć odpowiednio głośna), której ukazanie na blogu miało mnie zmotywować do drobnej resuscytacji parakultury.
Cóż, chyba się udało, oto jestem!

Na tapetę weźmiemy sobie dzisiaj "problem" ideologii gender. Problem rozdmuchany przez media, niepoważny i, zasadniczo, głupi z natury. Widzicie, moje założenie jest bardzo proste – cała idea czynnego ruchu gender jest po prostu ułomna.

Nim przejdziemy do rzucania mięsem, zadajcie *sobie* kilka pytań. Odpowiedzcie na nie szczerze i po dobrym namyśle, nie kierując się uwarunkowaniami kulturowymi, tradycją, wychowaniem i takimi tam duperelami.
Czym jest płeć?
Ile właściwie istnieje płci?
Czy płeć ma jakąś naturalną "rolę", czymkolwiek by ona nie była?
Czy posiadanie takiej, a nie innej płci powinno predestynować, zmuszać, bądź w inny sposób wpływać na to, kim jesteśmy, chcemy, lub powinniśmy być?

Dajcie sobie na to kilka minut, zaparzcie herbatę, ba... może nawet idźcie na spacer. Te pytania tylko z pozoru są głupie. Tak samo jak ideologia gender, tylko z pozoru *nie* jest głupia.
Wszystkie odpowiedzi, których sobie właśnie udzieliliście (lub nie) pochodzą od Was. Czy są one "prawdziwe", czy "nie", to już sofizmaty.
Widzicie, ideologia gender stawia sobie za zadanie... stawianie pytań, często niewygodnych. I wiecie co, kiedyś tak robiła. Bodajże w latach 60-ych. Od tamtego czasu uległa, niestety, wypaczeniu. Zamiast stawiać pytania, zaczęła dawać gotowe odpowiedzi. Są one, rzecz jasna, równie poronione jak szowinizm, feminizm i inne poglądy ludzi z głową we własnym tyłku.

Rzeczą oczywistą jest to, że rola kobiety i mężczyzny zmieniała się na przestrzeni wieków.
Nasi pra-przodkowie mieli przed sobą inne zadania, zupełnie inne wyzwania stały przed ludami czasów antycznych, przed mieszkańcami Średniowiecza, Renesansu, że nie wspomnę o tym, jak zmieniało się podejście do całości dorobku kultury w okresie XX wieku.
Zatrzymajcie się tu na chwilę, pomyślcie właśnie o tym – o kulturze.
Kiedyś mieliśmy rycerzy. Mieliśmy damy. Mieliśmy nawet proletariat. Wiecie, co mają te trzy... hmmm.. grupy społeczne wspólnego? Nie mają przełożenia na obecny świat.
Wszystko się zmienia, wszystko ewoluuje, wszędzie dookoła idziemy do przodu (choć liczni próbują te zmiany powstrzymać).
Dziś nie ma miejsca na rycerzy, nie dlatego, by ludzkość miała w czterech literach tzw. "rycerskość", czy też honor, obronę słabszych, lojalność, ech, cokolwiek w ten deseń.
Zarówno mężczyźni, jak i kobiety, XX wieku nie muszą się obawiać dzikich zwierząt, ataku barbarzyńców, zimowego głodu spowodowanego złym stanem spichlerza.
Cywilizacja rośnie, zmienia się i rozwija wraz z wynalazkami, lecz współgrając z kulturą. Dlatego właśnie mamy czas myśleć o głupotach. "Achtystki" mogą chodzić sobie ulicami poubierane jak wariatki i, generalnie, poza śmiechem tłumu, nie spotka ich nic złego (chyba, że mieszkają we Włoszech, wtedy zgwałci je miły imigrant z Afryki Północnej).

Mam gdzieś pomylone pomysły "dżenderowców", ponieważ ich działania i pomysły nie mają na uwadze rozwoju, ani poszanowania dziedzictwa kulturowego.
Jak rzekł niegdyś pewien wielki człowiek, a co pozwolę sobie sparafrazować lekko, "jesteśmy karłami stojącymi na barkach minionych gigantów".
Cała ta spuścizna, od legionistów rzymskich, przez praczki, chodzących w butach na szpilkach rzeźników (sic! - sprawdźcie, jeśli nie wierzycie), amazonki, po to, co widzę na ulicy – ludzi zajmujących się swoimi sprawami, to część naszego zbiorowego ja.
Mam gdzieś, czy dziewczynka, lub chłopiec, będą zbyt głupie, by nie podążać za bezsensownymi wzorcami. Od tego jest tradycja, by to rodzice/opiekunowie wybierali z niej to co dobre i prezentowali swoim pociechom. Od tego zaś owe pociechy mają mózg, by wybrać to, co im odpowiada. Bunt to podstawa rozwoju, bez niego czeka nas tylko stagnacja.

Jak więc można zabrać dzieciakom przeszłość, idee, archetypy, to, co cywilizacja europejska wypracowała przez całe wieki i zastąpić to... bezosobowym bezpłciowym tworem, któy wierzy w jakiś liberalno-socjalistyczny bełkot o braku różnic?

Przecież ja jestem silniejszy od kobiet. Sikam na stojąco bez najmniejszego problemu. Mam swoje własne silne i słabe strony, które częściowo wynikają z mojej płci, częściowo zaś z wychowania, z predyspozycji, genów, mojej własnej ciężkiej pracy, czy lenistwa.

Nie rozumiem, naprawdę nie rozumiem, co dobrego wynika z palenia mostów za sobą.
Tak samo jak nie zrozumiem nigdy feministek, które krzycząc o "równości" chcą tak naprawdę matriarchatu.
Nie zrozumiem genderowców, którzy pod frazesami uwolnienia umysłu, zabierają tak naprawdę świadomość kulturową.

Czy tak trudno jest powidzieć – kiedyś było tak i tak, ale rozwijamy się. Każdy może podejmować swoje decyzje – i brać za nie odpowiedzialność
Ja tej odpowiedzialności u wielu wysoko postawionych idiotów nie widzę.

W czasach swojej młodości strasznie chciałem być żołnierzem. To było takie męskie, dzielne i ble ble ble. Wiecie, chłopcy powinni byli tak postępować. Lecz wiecie co? Od tego mam mózg, by porównywać i uczyć się. Dzieci nie powinny szukać swojej drogi, lecz poznawać pozytywne wzorce, uczyć się, jakie występują w różnych społeczeństwach archetypy, jaka jest różnica między oczekiwaniami, a marzeniami.
Zamykanie się w jednym z dwóch obozów, ślepego tradycjonalizmu, lub bezkompromisowego liberalizmu, to błąd równie wielkiej wagi. Przynajmniej moim zdaniem. Tak właśnie sądzę, takie zdanie mam zamiar głosić.

A Wy? Chłopcy, dziewczyny, czy może... inne istoty, dobrze czujecie się z tym, co społeczeństwo oczekuje, a co też byście chcieli?
Jeśli tak, to dobrze. Jeśli nie – to nie oglądajcie się na innych, po prostu róbcie swoje.
Bylebyście nie ograniczali wolności innych.

M.

czwartek, 19 grudnia 2013

Cóż, żyję. Czy para-kultura umarła, nie wiem. Mam pomysł na kilka wpisów, generalnie dotyczących tej całej ideologii gender i takich tam pierdół. Miałem nawet o tym dzisiaj napisać coś, trafiłem jednak na świetny film (dzięki raz jeszcze, Radku) opisujący stosunek każdej chyba wrażliwej na sztukę osoby, która spotyka się z tzw. "sztuką" nowoczesną.



Jest to tak złe... tak... cóż, po prostu słów brak.
Zobaczcie sami. I trzymajcie się z dala od ASP ;).

Pozdrawiam i zapraszam niedługo na kilka słów o feministkach, gender studies i innych wypaczeniach :).

M.

PS. pan Kordian Lewandowski ma u mnie plusa za picie soplicowego orzeszka z gwinta. Twardziel ;). Też tak robię czasem.