Jako iż kolejny tydzień spędzę w Barcelonie, przez ostatnie dni nie miałem za bardzo głowy do dodawania wpisów, zaś kolejnego można się spodziewać najprawdopodobniej około 21.10.
Możliwe, że pojawi się coś w międzyczasie, lecz niczego, póki co, nie obiecuję.
Później można się jednak spodziewać mojego subiektywnego odbioru tego miasta 'po latach' oraz kilku amatorskich zdjęć.
Hasta luego,
M.
środa, 20 października 2010
niedziela, 17 października 2010
O sztuce dla sztuki
Witam i zaznaczam, iż motywem przewodnim ma być jedynie zarysowanie moich poglądów na pewien temat, nie zaś dokładna rozprawka, czy też esej.
Z dość wyświechtanego tytułu można wywnioskować, że, z właściwym sobie brakiem subtelności, będę filozofował na temat tego czym jest, bądź czym nie jest sztuka.
Jako przykład, 'na tapetę', rzućmy sobie muzykę, a także następujących wykonawców: Feel, Dead Can Dance i .... Dodę.
Tragiczne zestawienie, nieprawdaż?
Mamy tutaj zespół z tragiczną muzyką i tragicznymi tekstami, uderzający w gusta mas i generalnie 'jest już ciemno, wszystko jedno'. Graaaargh, uszy mi krwawią gdy przypomina mi się to wycie gwałconego skowronka.
Przeskoczmy kawałek. Mamy Dodę.
Moim zdaniem, tragicznie tandetna, brzydka i z okropnymi, 'serdelkowatymi' paluchami. Dałoby się to przeżyć, gdyby nie próbowała wszystkim wmówić, że jest seksowna.
Zresztą nieważne, promować się może jak chce. Niestety muzykę ma wyrobniczą i przeciętną (choć dobrą technicznie), zaś głos marnuje na kretyńskie teksty. Cóż, pecunia non olet, jak zapewne myślała Maria Peszek wstając rano na kacu i pisząc co głupsze rymowanki, 'byleby z takim tekstem, co by je w radiu puszczali'.
Powiedzmy sobie wprost: Doda jest w stanie być artystką, lecz tylko jako odtwórczyni sztuki. Poza pomysłem na tandetny image, nie jest w stanie zostać Twórcą.
Nie jest trudno tworzyć sztukę. Wystarczy jakaś wizja, przekaz, ładunek emocjonalny i umiejętności na poziomie chociaż rzemieślniczym. Ba! Nawet amator jest w stanie tak dobrać warsztat, by przekazać swe myśli, bądź uczucia, w sposób... hmmm.... który nie rani zmysłu piękna osób o wrażliwości o poziom wyższej, od tej prezentowanej przez homary.
Czym więc jest Sztuka? Czymś rzadkim.
Nie każdy artysta jest twórcą, a jeszcze rzadziej bywa Twórcą.
Kimś, kto dysponuje przeogromnym i przebogatym warsztatem, wizją i wrażliwością.
Taka osoba może budować dzieła monumentalne, czy będzie to Sagrada Família Gaudi'ego, symfonie Beethovena, przełomowe malarstwo Dali'ego....
Czy też chociażby 'rytm serca' Marley'a.
Kopia Gaudi'ego będzie tylko kopią. Dali zaryzykował i eksperymentował, lecz był w stanie w prostej formie zmieścić genialną kreskę i ekspresję.
Natomiast w muzyce... genialny pianista może odtworzyć Beethovena, bądź 'ukazać go w subiektywny sposób'. Heh, a nie można by samemu stworzyć w takim wypadku jakiejś symfonii, zamiast udawać, że taka aranżacja jest odkrywcza?
Jazzmani podeszli do takich tematów 'po ludzku'. Nie ważne było, kto wymyślił dany motyw przewodni, wszystko było improwizacją, współzawodnictwem.... i pracą zespołową.
Na początku polegało to na: 'jak on to, cholera, zagrał?'
To była ich sztuka. 'What a wonderful world' Armstronga jest piękny, prosty i chwyta za serce. Trudno jest to podrobić, ponieważ to iskra geniuszu.
Podobnie teraz, gdy zespoły typu Habbakuk podchodzą do tematu reggae...
Cóż, dzieje się z nimi (i to od dawna), to samo, co z hip-hope.
Kiedyś to było coś nowego, przełomowego, z przesłaniem i pasją.
Teraz są to powtarzalne rytmy, zubażanie znaczenia i symboliki, brak synergii między przesłaniem utworów, a życiem i zachowaniem 'artystów'.
Naprawdę trudno jest tworzyć coś przełomowego, niestety od zawsze, naprawdę od zawsze, przełomowe idee ulegały degradacji.
Każda jedna forma ekspresji, rzecz jasna mówimy o tych, które uzyskały popularność, de-ewoluowała wraz z czasem.
Spójrzcie na to, co tancerzom robi syf pokroju 'You Can Dance'.
Popularyzowane jest puste show, w którym nie ma miejsca na przekaz.
Czy myślicie, że spośród wszystkich ludzi, którzy oglądają tańczące osoby, chociaż 10% analizuje emocje, które ów taniec w nich wzbudza?
Jest to kolorowa, odmóżdżająca papka, która krzywdzi każdego, kto chce być prawdziwym artystą.
Aby brać udział w sztuce, trzeba ją samemu tworzyć, interpretować, bądź ukazywać w nowatorski sposób. Kolejny z powodów, dlaczego po Idolu ludzie nie są w stanie się wybić. Oduczono ich myśleć, oduczono tworzyć.
Nauczono zaś lansować się i odtwarzać.
Na koniec mała myśl...
Czy rozwiązaniem nie była by więc 'sztuka dla sztuki'?
Jedyna czysta i nieskalana komercją jej forma?
Odpowiem w następujący sposób: sztuka tworzona tylko i wyłącznie dla innych artystów pozostaje zwykłą sztuką... bądź jest zbyt hermetyczna i eklektyczna, by przebić się jako nowatorska ('artystę docenia się dopiero po śmierci').
W dodatku wielu takich 'awangardzistów', tworzy de facto papkę dla 'ahtystów', rozsiewających 'ochy i achy; na temat tzw. 'sztuki nowoczesnej'.
Ja (proszę zwrócić uwagę na niezwykle silny egocentryczny wydźwięk), pragnę tutaj równowagi...
Sztuka przez duże 'Sz' powinna być dostępna dla szarego zjadacza chleba, by przekazać mu podstawowe znaczenie... i na tyle subtelna, by osoby wrażliwsze mogły ją badać i odkrywać na nowo.
Tylko tyle, aż tyle.
Czy więc zaliczam 'Dead Can Dance' do Sztuki?
Oczywiście. Nie każdemu podoba się cała ich twórczość, lecz, podobnie jak z whisky, każdy w końcu znajdzie coś dla siebie, coś, co dotknie jego lub jej duszę.
Bez tego wszak jesteśmy tylko powoli umierającym mięsem, udających, że nasze istnienie ma jakąś wartość...
Tym optymistycznym akcentem kończę...
... i pozdrawiam ;)
M.
Z dość wyświechtanego tytułu można wywnioskować, że, z właściwym sobie brakiem subtelności, będę filozofował na temat tego czym jest, bądź czym nie jest sztuka.
Jako przykład, 'na tapetę', rzućmy sobie muzykę, a także następujących wykonawców: Feel, Dead Can Dance i .... Dodę.
Tragiczne zestawienie, nieprawdaż?
Mamy tutaj zespół z tragiczną muzyką i tragicznymi tekstami, uderzający w gusta mas i generalnie 'jest już ciemno, wszystko jedno'. Graaaargh, uszy mi krwawią gdy przypomina mi się to wycie gwałconego skowronka.
Przeskoczmy kawałek. Mamy Dodę.
Moim zdaniem, tragicznie tandetna, brzydka i z okropnymi, 'serdelkowatymi' paluchami. Dałoby się to przeżyć, gdyby nie próbowała wszystkim wmówić, że jest seksowna.
Zresztą nieważne, promować się może jak chce. Niestety muzykę ma wyrobniczą i przeciętną (choć dobrą technicznie), zaś głos marnuje na kretyńskie teksty. Cóż, pecunia non olet, jak zapewne myślała Maria Peszek wstając rano na kacu i pisząc co głupsze rymowanki, 'byleby z takim tekstem, co by je w radiu puszczali'.
Powiedzmy sobie wprost: Doda jest w stanie być artystką, lecz tylko jako odtwórczyni sztuki. Poza pomysłem na tandetny image, nie jest w stanie zostać Twórcą.
Nie jest trudno tworzyć sztukę. Wystarczy jakaś wizja, przekaz, ładunek emocjonalny i umiejętności na poziomie chociaż rzemieślniczym. Ba! Nawet amator jest w stanie tak dobrać warsztat, by przekazać swe myśli, bądź uczucia, w sposób... hmmm.... który nie rani zmysłu piękna osób o wrażliwości o poziom wyższej, od tej prezentowanej przez homary.
Czym więc jest Sztuka? Czymś rzadkim.
Nie każdy artysta jest twórcą, a jeszcze rzadziej bywa Twórcą.
Kimś, kto dysponuje przeogromnym i przebogatym warsztatem, wizją i wrażliwością.
Taka osoba może budować dzieła monumentalne, czy będzie to Sagrada Família Gaudi'ego, symfonie Beethovena, przełomowe malarstwo Dali'ego....
Czy też chociażby 'rytm serca' Marley'a.
Kopia Gaudi'ego będzie tylko kopią. Dali zaryzykował i eksperymentował, lecz był w stanie w prostej formie zmieścić genialną kreskę i ekspresję.
Natomiast w muzyce... genialny pianista może odtworzyć Beethovena, bądź 'ukazać go w subiektywny sposób'. Heh, a nie można by samemu stworzyć w takim wypadku jakiejś symfonii, zamiast udawać, że taka aranżacja jest odkrywcza?
Jazzmani podeszli do takich tematów 'po ludzku'. Nie ważne było, kto wymyślił dany motyw przewodni, wszystko było improwizacją, współzawodnictwem.... i pracą zespołową.
Na początku polegało to na: 'jak on to, cholera, zagrał?'
To była ich sztuka. 'What a wonderful world' Armstronga jest piękny, prosty i chwyta za serce. Trudno jest to podrobić, ponieważ to iskra geniuszu.
Podobnie teraz, gdy zespoły typu Habbakuk podchodzą do tematu reggae...
Cóż, dzieje się z nimi (i to od dawna), to samo, co z hip-hope.
Kiedyś to było coś nowego, przełomowego, z przesłaniem i pasją.
Teraz są to powtarzalne rytmy, zubażanie znaczenia i symboliki, brak synergii między przesłaniem utworów, a życiem i zachowaniem 'artystów'.
Naprawdę trudno jest tworzyć coś przełomowego, niestety od zawsze, naprawdę od zawsze, przełomowe idee ulegały degradacji.
Każda jedna forma ekspresji, rzecz jasna mówimy o tych, które uzyskały popularność, de-ewoluowała wraz z czasem.
Spójrzcie na to, co tancerzom robi syf pokroju 'You Can Dance'.
Popularyzowane jest puste show, w którym nie ma miejsca na przekaz.
Czy myślicie, że spośród wszystkich ludzi, którzy oglądają tańczące osoby, chociaż 10% analizuje emocje, które ów taniec w nich wzbudza?
Jest to kolorowa, odmóżdżająca papka, która krzywdzi każdego, kto chce być prawdziwym artystą.
Aby brać udział w sztuce, trzeba ją samemu tworzyć, interpretować, bądź ukazywać w nowatorski sposób. Kolejny z powodów, dlaczego po Idolu ludzie nie są w stanie się wybić. Oduczono ich myśleć, oduczono tworzyć.
Nauczono zaś lansować się i odtwarzać.
Na koniec mała myśl...
Czy rozwiązaniem nie była by więc 'sztuka dla sztuki'?
Jedyna czysta i nieskalana komercją jej forma?
Odpowiem w następujący sposób: sztuka tworzona tylko i wyłącznie dla innych artystów pozostaje zwykłą sztuką... bądź jest zbyt hermetyczna i eklektyczna, by przebić się jako nowatorska ('artystę docenia się dopiero po śmierci').
W dodatku wielu takich 'awangardzistów', tworzy de facto papkę dla 'ahtystów', rozsiewających 'ochy i achy; na temat tzw. 'sztuki nowoczesnej'.
Ja (proszę zwrócić uwagę na niezwykle silny egocentryczny wydźwięk), pragnę tutaj równowagi...
Sztuka przez duże 'Sz' powinna być dostępna dla szarego zjadacza chleba, by przekazać mu podstawowe znaczenie... i na tyle subtelna, by osoby wrażliwsze mogły ją badać i odkrywać na nowo.
Tylko tyle, aż tyle.
Czy więc zaliczam 'Dead Can Dance' do Sztuki?
Oczywiście. Nie każdemu podoba się cała ich twórczość, lecz, podobnie jak z whisky, każdy w końcu znajdzie coś dla siebie, coś, co dotknie jego lub jej duszę.
Bez tego wszak jesteśmy tylko powoli umierającym mięsem, udających, że nasze istnienie ma jakąś wartość...
Tym optymistycznym akcentem kończę...
... i pozdrawiam ;)
M.
sobota, 16 października 2010
When some things're over
Nie mogę się oderwać od muzyki Dead Can Dance nawet w 'normalnych' warunkach.
A już szczególnie trudno mi to uczynić tej jesieni, pełnej melancholii nad czasem minionym. Śmieszna sprawa, szukam (nie ważne czego), codziennie poznaję nowy kawałek siebie, a tak naprawdę budzę się codziennie bez jakiegoś przewodniego motywu w życiu.
Driven by a strange desire...
Najgorzej jest wiedzieć, czego się szuka, a nie móc tego znaleźć.
Bądź nie móc do tego dotrzeć.
Zadałem sobie jakiś czas temu pytanie, czy warto jest być idealistą, mieć nadzieję i wierzyć? Czasami to trudne, kiedy 'rzeczywistość' kopie po nerkach.
Tylko co mi po codzienności, kiedy jest szara i banalna?
Jednak wolę to, czego nie da się dostrzec tylko szkiełkiem i okiem, to, co kryje się tuż za granicą pola widzenia.
Bez tego byłbym pustą skorupą.
A tego, rzecz jasna, bym nie chciał.
Podążam więc za paradą dziwadeł, nie dla mnie sztywne ramy codzienności.
Zapraszam na tę wędrówkę wszystkich szukających czegoś więcej.
Tej nocy (znów) księżyc wstaje po raz pierwszy.
M.
czwartek, 14 października 2010
Do wszystkich 4w5
Moim zdaniem postać przedstawiona przez autora (nie mylić z autorem), to nie potrafiąca sobie poradzić z własnym ego i własnymi uczuciami cipa, ale podkreślam: to MOJE zdanie.
I tak, sam jestem 4w5 i to niemalże 'podręcznikowa'.
awesomesauce: http://www.demland.info/dem/
A very important remark: the strip has been taken out of context.
Zdjęcia
Aparaty cyfrowe dokonały absolutnego gwałtu na fotografii jako takiej.
Nie ma zresztą co się dziwić, jak każda forma ekspresji dostępna dla (domyślnie: ciemnych) mas, także i robienie zdjęć zdewaluowało się już jakiś czas temu do okolicznościowych, tandetnych pamiątek, lanserskich zdjęć z wakacji, czy też 'słitfoć'
Nie mówię tu, rzecz jasna, o samej technice wykonywania zdjęć, która przy automatycznych ustawieniach ostrości, kontrastu i innych dupereli, przestaje być w jakikolwiek sposób sztuką.
Mimo wszystko nie odrzucam też pamiątek jako takich, wszak sam mam czasem ochotę wrócić do sentymentalnych wspomnień z minionych chwil. Nawet jeżeli zdjęcia te są tandetne, źle wykonane i tak dalej. Niemniej są to pamiątki, więc mają jakąś wartość emocjonalną.
To, czego brakuje fotografii jako takiej, to właśnie ekspresja i przekaz.
Wiadomo, że ukazując statyczny obraz (nawet jeżeli jest to klatka z dynamicznej sceny), możemy odnosić się do wielu z jego aspektów.
Impresjonizm, wspomniana wcześniej ekspresja, symbolizm, dosłowność, parodia, kalambur... możliwości są tak naprawdę nieskończone.
Dlatego właśnie kolejne z wczorajszych zdjęć, również słabe warsztatowo, podoba mi się ze względu na to, że przekazuje sobą ogromną część mojego prywatnego, jesiennego klimatu. Jest szar0-bure, lecz przebija nieśmiało kolorami. Zrobione zostało w parku, niegdyś jednym z najpiękniejszych na całym Dolnym Śląsku. Ba, nawet teraz 'daje on radę'. Ma więc także wartość sentymentalną.
Co zaś przekazuje Wam? To już czysty impresjonizm :).

Wiadomo, że nie jest to Sztuka, lecz przekaz artystyczno-emocjonalny. Nic specjalnego pod względem 'technicznym', lecz zdjęcie to posiada odpowiedni ładunek i kontekst, by wywrzeć choć minimalny wpływ na odbiorcę.
A czy potrzeba nam czegoś więcej?
Na zakończenie zaś podaję link to digartowej galerii osoby, która również ma fotograficzne aspiracje, robi to zaś zdecydowanie lepiej ode mnie ;).
Cywilizacja, która przestaje tworzyć i rozwijać się, umiera.
Uważam prywatnie, że to samo dotyczy człowieka...
Życzę więc wszystkim czytelnikom, by odnaleźli swą artystyczną niszę.
Być może będzie to fotografia?
http://liosalfar.digart.pl/
Nie ma zresztą co się dziwić, jak każda forma ekspresji dostępna dla (domyślnie: ciemnych) mas, także i robienie zdjęć zdewaluowało się już jakiś czas temu do okolicznościowych, tandetnych pamiątek, lanserskich zdjęć z wakacji, czy też 'słitfoć'
Nie mówię tu, rzecz jasna, o samej technice wykonywania zdjęć, która przy automatycznych ustawieniach ostrości, kontrastu i innych dupereli, przestaje być w jakikolwiek sposób sztuką.
Mimo wszystko nie odrzucam też pamiątek jako takich, wszak sam mam czasem ochotę wrócić do sentymentalnych wspomnień z minionych chwil. Nawet jeżeli zdjęcia te są tandetne, źle wykonane i tak dalej. Niemniej są to pamiątki, więc mają jakąś wartość emocjonalną.
To, czego brakuje fotografii jako takiej, to właśnie ekspresja i przekaz.
Wiadomo, że ukazując statyczny obraz (nawet jeżeli jest to klatka z dynamicznej sceny), możemy odnosić się do wielu z jego aspektów.
Impresjonizm, wspomniana wcześniej ekspresja, symbolizm, dosłowność, parodia, kalambur... możliwości są tak naprawdę nieskończone.
Dlatego właśnie kolejne z wczorajszych zdjęć, również słabe warsztatowo, podoba mi się ze względu na to, że przekazuje sobą ogromną część mojego prywatnego, jesiennego klimatu. Jest szar0-bure, lecz przebija nieśmiało kolorami. Zrobione zostało w parku, niegdyś jednym z najpiękniejszych na całym Dolnym Śląsku. Ba, nawet teraz 'daje on radę'. Ma więc także wartość sentymentalną.
Co zaś przekazuje Wam? To już czysty impresjonizm :).

Wiadomo, że nie jest to Sztuka, lecz przekaz artystyczno-emocjonalny. Nic specjalnego pod względem 'technicznym', lecz zdjęcie to posiada odpowiedni ładunek i kontekst, by wywrzeć choć minimalny wpływ na odbiorcę.
A czy potrzeba nam czegoś więcej?
Na zakończenie zaś podaję link to digartowej galerii osoby, która również ma fotograficzne aspiracje, robi to zaś zdecydowanie lepiej ode mnie ;).
Cywilizacja, która przestaje tworzyć i rozwijać się, umiera.
Uważam prywatnie, że to samo dotyczy człowieka...
Życzę więc wszystkim czytelnikom, by odnaleźli swą artystyczną niszę.
Być może będzie to fotografia?
http://liosalfar.digart.pl/
środa, 13 października 2010
Dym, mgła i liście
Z tym właśnie kojarzy mi się jesień.
Zawsze był spokojna, na swój sposób melancholijna. Miała, i dalej ma, specyficzny zapach.
Liście, te zielone, złote, brązowe i czerwone, są już dosłownie wszędzie.
A mimo to, jesień jest też szara.
Szara od dymu palonych liści, dymu ognisk.
Szara od mgły i chmur.
Muszę podczas niej szukać czegoś, co mnie budzi z marazmu, co przykuwa wzrok.
Trudno jest wstać, nie mając gdzieś na świecie czegoś, co tak przyciąga wzrok i myśli, jak kwiat z poniższego zdjęcia.
Wybaczcie amatorską jakość i małą rozdzielczość, ale to ma przemawiać symboliką. Nie mam zamiaru chwalić się moją nieistniejącą techniką ;).

No i ta mała, cicha melancholia która szepcze, że każdy kwiat kiedyś umiera...
Zawsze był spokojna, na swój sposób melancholijna. Miała, i dalej ma, specyficzny zapach.
Liście, te zielone, złote, brązowe i czerwone, są już dosłownie wszędzie.
A mimo to, jesień jest też szara.
Szara od dymu palonych liści, dymu ognisk.
Szara od mgły i chmur.
Muszę podczas niej szukać czegoś, co mnie budzi z marazmu, co przykuwa wzrok.
Trudno jest wstać, nie mając gdzieś na świecie czegoś, co tak przyciąga wzrok i myśli, jak kwiat z poniższego zdjęcia.
Wybaczcie amatorską jakość i małą rozdzielczość, ale to ma przemawiać symboliką. Nie mam zamiaru chwalić się moją nieistniejącą techniką ;).

No i ta mała, cicha melancholia która szepcze, że każdy kwiat kiedyś umiera...
Jesienny spleen
Oto cały powód braku postów na blogu.
Niemniej, nie jest to wytłumaczenie. No i nie jest to depresja, lecz, właśnie spleen.
Zaistniało wiele czynników, które do tego doprowadziły.
W kompletnej zaś 'czarnej nędzy' pozostawiły mnie wypowiedzi i decyzje naszych ukochanych debil..., przepraszam, polityków.
Takie... coś... pozbawione honoru i zasad moralnych, co zwie się Jacek Kurski, przeżywając zapewne jakiś kryzys wieku średniego i rozkład resztek szarych komórek, wypowiedziało następujące słowa:
Nie ma w polityce większego biedaka niż poseł krajowy. Publicznie się tego nie powie, ale to jest upokarzający status. To jest upokarzające, żeby poseł zarabiał jedną dziesiątą tego, co prezes banku.
(źródło - http://www.pardon.pl/artykul/12676/kurski_zarobki_polskich_poslow_sa_upokarzajace )
Panowie, panie...
Brak słów. Powiem tylko jedno... człowiek, który wypowiada takie słowa i w nie wierzy, jest dla mnie zwykłym śmieciem, odpadkiem społeczeństwa.
Tak, Jacuś, jesteś bezwartościowym śmieciem.
Pazerny, pozbawiony honoru, opluwający innych melepeta.
Z góry podkreślam, że nie są to pomówienia, lecz prywatne poglądy które mogę w każdej chwili podeprzeć faktami i argumentami.
Szkoda mi jednak czasu na dalsze zajmowanie sobie głowy tym (cytat z PiSu) 'zerem'.
Sprawa druga.
O ile się orientuję, od jakiegoś czasu (1 października, bodajże), nie powinno się sprzedawać herbaty, kawy, alkoholu (nawet denaturatu do celów nie-konsumpcyjnych), papierosów, tabaki... hmmm... czekolady?
O czym ja, do cholery, mówię?
Otóż za nielegalne uznano sprzedawanie czegokolwiek, co można określić jako:
substancję pochodzenia naturalnego lub syntetycznego w każdym stanie fizycznym lub produkt, roślinę, grzyba lub ich część, zawierających taką substancję, używane zamiast środka odurzającego lub substancji psychotropowej lub w takich samych celach jak środek odurzający lub substancja psychotropowa, których wytwarzanie i wprowadzanie do obrotu nie jest regulowane na podstawie przepisów odrębnych
Abstrahując od tego, że pewnie jakieś 95% to straszny (i w dodatku drogi) syf, powyższa uchwała (czy też ustawa, dla mnie to żadna różnica) jest rodem z ZSRR.
Według niej, jeżeli coś nie jest uregulowane w 'przepisach odrębnych' (a, de facto, nie jest, gdyż wątpię, by istniały np. przepisy regulujące handel czekoladą gorzką Z CHILLI), można zanegować i zabronić sprzedaży dowolnego produktu organicznego.
Teraz tak... wyobraźcie sobie, że nie jesteście bogaczami z lobbystami dyszącymi Wam uroczo w kark (tak, bardzo nieprzyjemna pozycja, cóż...)...
Chcecie natomiast wprowadzić na rynek fairtrade'ową czekoladę. Albo herbatę.
Oba te produkty są znane z oddziaływania na człowieka, ba, technicznie rzecz biorąc herbata jest substancją potencjalnie narkotyczną.
Biorąc pod uwagę, że nasza 'kochana' Unia Europejska wydała specjalny dekret sprawiający, iż wszystkie marchewki (puff! jak za dotknięciem czarodziejskiego pióra!) zamieniły się z warzyw w owoce (sic!), zaczynam się obawiać, jak daleko pójdziemy w stronę lewactwa.
Przecież zakazanie dopalaczy jako takie, nie mówiąc o wszystkich potencjalnych bonusach dla malwersantów i łapowników związanych z ową ustawą, to potencjalny zamach na dowolne, LEGALNIE działające przedsięwzięcie w Polsce.
FAKT! Dopalacze to syf, ale kawa, papierosy i alkohol wcale nie są lepsze.
Albo pozwalamy ludziom brać co chcą i ładować sobie herę w oko, albo zabraniamy wszystkiego i prowadzimy owce na rzeź... tfu, strzyżenie (podatki).
Nie ma środka, proszę państwa.
Niemalże wszystko jest dla ludzi, o ile się do tego podejdzie w sposób umiarkowany.
Palisz? Dostajesz raka? Nie mój problem, Twoje płuca, nie moja, nie płacz u lekarza, lecz się za swoje.
Pijesz? Jedziesz po pijaku? Masz wypadek? Dożywocie robót publicznych.
TO jest, proszę państwa, wolność.
Wolność do robienia tego, co tylko chcesz, o ile nie krzywdzisz przy tym innych.
Zaś jak skrzywdzisz... to masz prze******.
Niestety, z tą bandą oszustów, padalców i złodziei, nie uda nam się dojść do tego modelu.
A szkoda.
Aby zaś nie zatruwać Wam powrotu do bloga, zamieszczam link do najwspanialszego skeczu świata.
Nie, to nie Monty Python.
O to Mann i Materna wraz ze znajomymi z K.O.C.a, w bardzo... jesienno-impresjo skeczu poetyckim ;). Ostrzegam, jest długi, ale wspaniały.
Dobranocnywieczór,
M.
Niemniej, nie jest to wytłumaczenie. No i nie jest to depresja, lecz, właśnie spleen.
Zaistniało wiele czynników, które do tego doprowadziły.
W kompletnej zaś 'czarnej nędzy' pozostawiły mnie wypowiedzi i decyzje naszych ukochanych debil..., przepraszam, polityków.
Takie... coś... pozbawione honoru i zasad moralnych, co zwie się Jacek Kurski, przeżywając zapewne jakiś kryzys wieku średniego i rozkład resztek szarych komórek, wypowiedziało następujące słowa:
Nie ma w polityce większego biedaka niż poseł krajowy. Publicznie się tego nie powie, ale to jest upokarzający status. To jest upokarzające, żeby poseł zarabiał jedną dziesiątą tego, co prezes banku.
(źródło - http://www.pardon.pl/artykul/12676/kurski_zarobki_polskich_poslow_sa_upokarzajace )
Panowie, panie...
Brak słów. Powiem tylko jedno... człowiek, który wypowiada takie słowa i w nie wierzy, jest dla mnie zwykłym śmieciem, odpadkiem społeczeństwa.
Tak, Jacuś, jesteś bezwartościowym śmieciem.
Pazerny, pozbawiony honoru, opluwający innych melepeta.
Z góry podkreślam, że nie są to pomówienia, lecz prywatne poglądy które mogę w każdej chwili podeprzeć faktami i argumentami.
Szkoda mi jednak czasu na dalsze zajmowanie sobie głowy tym (cytat z PiSu) 'zerem'.
Sprawa druga.
O ile się orientuję, od jakiegoś czasu (1 października, bodajże), nie powinno się sprzedawać herbaty, kawy, alkoholu (nawet denaturatu do celów nie-konsumpcyjnych), papierosów, tabaki... hmmm... czekolady?
O czym ja, do cholery, mówię?
Otóż za nielegalne uznano sprzedawanie czegokolwiek, co można określić jako:
substancję pochodzenia naturalnego lub syntetycznego w każdym stanie fizycznym lub produkt, roślinę, grzyba lub ich część, zawierających taką substancję, używane zamiast środka odurzającego lub substancji psychotropowej lub w takich samych celach jak środek odurzający lub substancja psychotropowa, których wytwarzanie i wprowadzanie do obrotu nie jest regulowane na podstawie przepisów odrębnych
Abstrahując od tego, że pewnie jakieś 95% to straszny (i w dodatku drogi) syf, powyższa uchwała (czy też ustawa, dla mnie to żadna różnica) jest rodem z ZSRR.
Według niej, jeżeli coś nie jest uregulowane w 'przepisach odrębnych' (a, de facto, nie jest, gdyż wątpię, by istniały np. przepisy regulujące handel czekoladą gorzką Z CHILLI), można zanegować i zabronić sprzedaży dowolnego produktu organicznego.
Teraz tak... wyobraźcie sobie, że nie jesteście bogaczami z lobbystami dyszącymi Wam uroczo w kark (tak, bardzo nieprzyjemna pozycja, cóż...)...
Chcecie natomiast wprowadzić na rynek fairtrade'ową czekoladę. Albo herbatę.
Oba te produkty są znane z oddziaływania na człowieka, ba, technicznie rzecz biorąc herbata jest substancją potencjalnie narkotyczną.
Biorąc pod uwagę, że nasza 'kochana' Unia Europejska wydała specjalny dekret sprawiający, iż wszystkie marchewki (puff! jak za dotknięciem czarodziejskiego pióra!) zamieniły się z warzyw w owoce (sic!), zaczynam się obawiać, jak daleko pójdziemy w stronę lewactwa.
Przecież zakazanie dopalaczy jako takie, nie mówiąc o wszystkich potencjalnych bonusach dla malwersantów i łapowników związanych z ową ustawą, to potencjalny zamach na dowolne, LEGALNIE działające przedsięwzięcie w Polsce.
FAKT! Dopalacze to syf, ale kawa, papierosy i alkohol wcale nie są lepsze.
Albo pozwalamy ludziom brać co chcą i ładować sobie herę w oko, albo zabraniamy wszystkiego i prowadzimy owce na rzeź... tfu, strzyżenie (podatki).
Nie ma środka, proszę państwa.
Niemalże wszystko jest dla ludzi, o ile się do tego podejdzie w sposób umiarkowany.
Palisz? Dostajesz raka? Nie mój problem, Twoje płuca, nie moja, nie płacz u lekarza, lecz się za swoje.
Pijesz? Jedziesz po pijaku? Masz wypadek? Dożywocie robót publicznych.
TO jest, proszę państwa, wolność.
Wolność do robienia tego, co tylko chcesz, o ile nie krzywdzisz przy tym innych.
Zaś jak skrzywdzisz... to masz prze******.
Niestety, z tą bandą oszustów, padalców i złodziei, nie uda nam się dojść do tego modelu.
A szkoda.
Aby zaś nie zatruwać Wam powrotu do bloga, zamieszczam link do najwspanialszego skeczu świata.
Nie, to nie Monty Python.
O to Mann i Materna wraz ze znajomymi z K.O.C.a, w bardzo... jesienno-impresjo skeczu poetyckim ;). Ostrzegam, jest długi, ale wspaniały.
Dobranocnywieczór,
M.
Subskrybuj:
Posty (Atom)