Miałem ostatnio (a dokładnie wczoraj ;) ) spóźniony kryzys związany z przekroczeniem ćwierćwiecza swego życia. Namacalnym dowodem jego minięcia (a przynajmniej w większej części) było ogolenie się na gładko oraz przycięcie włosów.
Osoby znajome uspokoję, dalej da się mnie poznać, zarostu nigdy nie miałem zbyt rzucającego się w oczy, zresztą do jakiegoś będę powracał, muszę tylko wymyślić do jakiego konkretnie ;).
Długość zaś włosów dalej jest społecznie akceptowalna w post-grunge'owym środowisku, więc dotąd chce mi się śmiać kiedy patrzę w lustro - widzę siebie z czasów trzeciej klasy liceum. Heh.
No, fakt, od tamtego czasu zmarszczki mimiczne wokół oczu przeorały mi pół twarzy, a na skronie rzucają się siwe włosy, ale tak czy siak czuję się młodszy i silniejszy.
'To taka sztuczka jest'.
No i właśnie proszę państwa, dochodzimy do sedna dzisiejszego wpisu.
Wielokrotnie słyszałem już narzekanie moich bliższych lub dalszych znajomych na swój los, na swoją sytuację życiową.
Niemalże przy każdej z takich okazji na pytanie - 'Co zamierzasz więc zmienić w swoim życiu?' - otrzymywałem w odpowiedzi zdumione spojrzenie.
No jak to? Ale żeby coś zmienić?
Przecież mam pracę... która mnie męczy. Ale muszę mieć pieniądze.
Mam mieszkanie... jest za małe i w złej lokacji. Ale muszę gdzieś mieszkać.
Dziewczyna/chłopak jest nudna, bądź mnie irytuje.... ale przyzwyczaiłem/am się i boję się samotności.
I tak dalej, i tak dalej.
No trudno, duże kroki wymagają odwagi, a często i sporych wyrzeczeń.
Nikt jednak nie każe w jednym dniu wywracać wszystkiego do góry nogami.
Zresztą... nie każdy lubi zmiany. Są osoby które czują się dobrze tylko wtedy, gdy dookoła wszystko jest stabilne.
No cóż, niech nie czytają więc słów 'opatentowanego' wariata.
Dlaczego? Ponieważ polecam iście wariacką kurację duszy ;).
Codziennie jedna mała zmiana.
Codziennie jedna wariacka rzecz.
Oj, wiem, wiem. Trudno tak mówić.
Ale kiedyś gdy znalazłem na ulicy dziesięciozłotowy banknot to kupiłem za niego kilka tulipanów i rozdawałem je na ulicy co atrakcyjniejszym dziewczętom.
No wiem, wiem... wartościowanie ludzi ze względu na cechy fizyczne, godne najwyższej pogardy ;).
Niemniej popatrzcie tak... kilka osób, z sześć czy coś koło tego, otrzymało bezinteresowny prezent, w zasadzie uśmiech i nic więcej.
A ja się poczułem naprawdę dobrze.
I od razu resztę tygodnia miałem lepszą.
Ja to postrzegam w prosty sposób...
Wymieniając z innymi dobrą energię, odświeżamy swoje siły. Swoją duszę.
Zaś magazynowanie jej w sobie jest jak dla mnie trochę zbyt zen ;).
Mało osób w to wierzy, ale mam bardzo kontemplacyjną naturę.
Niemniej nie byłbym w stanie odciąć się zupełnie od ludzi. Magazynować wszystko w sobie, bez dania emocjom i wspomnianej energii jakiegoś ujścia.
W jaki sposób? Tego nie podpowiem, każdy musi szukać swojej drogi :).
Nie zawsze musi ona być szczególnie trudna. Nie zawsze musimy trafić w odpowiednią zmianę. Nie każda nam pomoże.
Zawsze jednak lepiej być aktywnym, niż popadać w stagnację.
Najlepiej zaś uczyć się na błędach, by Polak i po szkodzie nie zostawał głupi ;).
niedziela, 27 czerwca 2010
piątek, 25 czerwca 2010
Między młotem a kowadłem
Jaki 'TW Bronek' jest, każdy widzi... ale przypomnę jaką mamy alternatywę.

Pewien mój dobry przyjaciel co nieco lapidarnie stwierdza, iż tak naprawdę go to nie dotyczy...
Ale ja naprawdę wolę widzieć potencjalnie popychadło 'peo', niż GORSZĄ wersję poprzedniego prezydenta.
Pamiętajcie, że (ś)p. Lech Kaczyński był określany jako 'ten ugodowy' X_x.
A nie można by tak po ludzku, przestać rozdzierać i rozdzielać między sobą polskie koryto? Wziąć na siebie odpowiedzialność za swoje czyny?
HĘ? 'Panowie' politycy?
Dziękuję za 'opiekę' jednych i drugich. Żyję, myślę i popełniam błędy. Obojętnie czy to lewica chce wydawać moje pieniądze, czy też prawica chce narzucać mi 'moralność'. Dajcie mi pobłądzić, bym samemu został człowiekiem.
Uważajcie bracia i siostry na tego, kto chce decydować za Was i odebrać Wam prawo do informacji. Taka osoba zawsze w duszy pragnie jednego - zostać waszym Panem.
Nie miejcie więc litości dla tych, którzy z ustami pełnymi frazesów chcą decydować za Was. Co w zamian? Okażcie pogardę...
Jednak tym jednym razem proszę, ba... błagam...
Wybierzcie 'inne' zło.
Vote for Cthulhu ;). He's better than Kaczyński.

A jak to zrobić? Jak nie możecie patrzeć ani na jednego ani na drugiego pana... to dopiszcie własną rubryczkę :). Ilość 'nieważnych' głosów być może kiedyś coś panom na szczycie podpowie...
(wybaczcie tło z flagą Hameryki, lecz uzdolnień plastycznych zbytnio nie posiadam ;) )
Pewien mój dobry przyjaciel co nieco lapidarnie stwierdza, iż tak naprawdę go to nie dotyczy...
Ale ja naprawdę wolę widzieć potencjalnie popychadło 'peo', niż GORSZĄ wersję poprzedniego prezydenta.
Pamiętajcie, że (ś)p. Lech Kaczyński był określany jako 'ten ugodowy' X_x.
A nie można by tak po ludzku, przestać rozdzierać i rozdzielać między sobą polskie koryto? Wziąć na siebie odpowiedzialność za swoje czyny?
HĘ? 'Panowie' politycy?
Dziękuję za 'opiekę' jednych i drugich. Żyję, myślę i popełniam błędy. Obojętnie czy to lewica chce wydawać moje pieniądze, czy też prawica chce narzucać mi 'moralność'. Dajcie mi pobłądzić, bym samemu został człowiekiem.
Uważajcie bracia i siostry na tego, kto chce decydować za Was i odebrać Wam prawo do informacji. Taka osoba zawsze w duszy pragnie jednego - zostać waszym Panem.
Nie miejcie więc litości dla tych, którzy z ustami pełnymi frazesów chcą decydować za Was. Co w zamian? Okażcie pogardę...
Jednak tym jednym razem proszę, ba... błagam...
Wybierzcie 'inne' zło.
Vote for Cthulhu ;). He's better than Kaczyński.
A jak to zrobić? Jak nie możecie patrzeć ani na jednego ani na drugiego pana... to dopiszcie własną rubryczkę :). Ilość 'nieważnych' głosów być może kiedyś coś panom na szczycie podpowie...
(wybaczcie tło z flagą Hameryki, lecz uzdolnień plastycznych zbytnio nie posiadam ;) )
środa, 23 czerwca 2010
Współczesny niedoceniony
W telewizorni mundial. Żabojady pozabierali zabawki i poszli sobie z piaskownicy, niepyszni.
Wuwuzele gwałcą uszy, a piłka zachowuje się jak szalona (wiem co mówię, sam nastałem na się bramce).
Poza zaś właśnie piłką nożną nie ma tam niczego. Pseudo-debat i populistycznych farmazonów wszak nie da się zaliczać do programu przeznaczonego dla ludzi rozumnych.
Co z resztą? - jak zapytałby mój dobry przyjaciel. Ano z resztą, niewierny Tomaszu ;), jak ongiś... syf, kiła i mogiła.
Telewizja publiczna przypominać zaczyna powoli inny publiczny przybytek, polszatan zbliża się nieustannie do granicy w której to reklamy będą przerywane filmami, zaś w MTV więcej jest gołych dup niż muzyki.
W takich to czasach przyszło nam żyć. Dlatego też dzisiaj chciałbym zaproponować wyłączenie telewizora i przeniesienie się w zamian w stronę bardziej literacką, choć nie tylko.
Chciałbym przypomnieć, bądź przedstawić Wam pana Ernesta Brylla. Człowieka pełnego. A dlaczego ;) ?
Przede wszystkim pełnego mądrości i doświadczenia życiowego. Dane mi było zamienić z nim zaledwie kilka słów, jakiś czas temu w Dublinie. Wątpię aby mnie pamiętał, spotkanie było w zasadzie tyleż przypadkowe, co krótkie.
Niemniej ten siedemdziesięciopięcioletni obecnie mężczyzna wywarł na mnie ogromne wrażenie charyzmą, ogładą oraz życzliwością.
Dotąd pluję sobie w brodę, że nie znając go wcześniej, nie miałem okazji poprosić go o autograf.
Dlaczego, zapytacie?
Otóż pan Bryll (przez głowę by mi nie przeszło zastosowanie mniej grzecznościowej formy), podczas swojego życia był (bądź jest ;) ) m.in.:
- dyrektorem Polskiego Instytutu Kultury w Londynie
- wykładowcą na uniwersytecie Sunny University, Albany USA
- Ambasadorem RP w Republice Irlandi
- znakomitym tekściarzem ('Peggy Brown' Myslovitz, czy też 'Pieśn kronika' Grechuty to jego słowa!)
- wybornym tłumaczem
- znawcą kultury irlandzkiej
- a także cenionym pisarzem (zarówno proza jak i poezja)
Wraz z żoną, Małgorzatą Goraj-Bryll przyczynili się swego czasu do spopularyzowania w Polsce klimatów oraz legend irlandzkich. Ale czego by się spodziewać po ludziach, których pies wabi się Guinness ;) ?
Cóż o Nim więcej pisać? Mi nie wypada, odsyłam przeto do źródeł właśnie -> http://www.bryll.pl/
Komu nie szkoda czasu na zapoznanie się z tą postacią, ten znajdzie tam coś dla siebie. Kto zaś nie ma (jeszcze) na to ochoty, zaś czyta dalej... Oto jeden z powodów. Wiersz o Polsce, choć przewrotnie zatytułowany.
'Co o bigosie pisać?'
Co o bigosie pisać narodowym?
Że ciężkie sny przynosi...
Stare zmory,
które Piast palcem swym kołodziejowym
z gardła wyrzucał, które naród chory
przez tysiąc lat wyrzygać nie umiał, znów cisną,
- Bo odpaśliśmy boki. Bo nad Wisłą
prawie nie cuchnie trupem.
Ergo - żywot
musi się odąć. Jakby w nim na gromy
walczyły bogi olimpijskie. Ckliwo
musi być w gardłach. Z tego jęzor chromy
bełkocąc tworzy wolność tak prawdziwą:
- że jeśli ktoś nie pojmie - godzien inkwizycji
i do swobody przez szarże policji
jest zagoniony...
Co więc o bigosie
o długich nocnych zmorach rodaków?
Że jawa
może być u nas tylko, kiedy krwawa
smuga przez rzekę spłynie. Że tylko w pogoni
jak zwierzę, które życia swego broni
idziemy zrzucić trucizny defilad,
przemówień tępych, mysich spisków, przypraw,
od których trzysta lat temu odwykła
europejska chytrość kuchenna.
Jeżeli zaś jeszcze nikogo nie przekonałem... gorąco odsyłam do materiału filmowanego nagranego i wyemitowanego przez Telewizję Polską w czasach zmniejszonej pomroczności.
http://www.youtube.com/watch?v=fulzQMr5Xx8&feature=related
Reasumując zapraszam na Bryllowanie, na spojrzenie na niesamowitego i niezmiernie skromnego człowieka... który przecież mógłby wywyższać się nad wieloma z nas.
Sláinte
Wuwuzele gwałcą uszy, a piłka zachowuje się jak szalona (wiem co mówię, sam nastałem na się bramce).
Poza zaś właśnie piłką nożną nie ma tam niczego. Pseudo-debat i populistycznych farmazonów wszak nie da się zaliczać do programu przeznaczonego dla ludzi rozumnych.
Co z resztą? - jak zapytałby mój dobry przyjaciel. Ano z resztą, niewierny Tomaszu ;), jak ongiś... syf, kiła i mogiła.
Telewizja publiczna przypominać zaczyna powoli inny publiczny przybytek, polszatan zbliża się nieustannie do granicy w której to reklamy będą przerywane filmami, zaś w MTV więcej jest gołych dup niż muzyki.
W takich to czasach przyszło nam żyć. Dlatego też dzisiaj chciałbym zaproponować wyłączenie telewizora i przeniesienie się w zamian w stronę bardziej literacką, choć nie tylko.
Chciałbym przypomnieć, bądź przedstawić Wam pana Ernesta Brylla. Człowieka pełnego. A dlaczego ;) ?
Przede wszystkim pełnego mądrości i doświadczenia życiowego. Dane mi było zamienić z nim zaledwie kilka słów, jakiś czas temu w Dublinie. Wątpię aby mnie pamiętał, spotkanie było w zasadzie tyleż przypadkowe, co krótkie.
Niemniej ten siedemdziesięciopięcioletni obecnie mężczyzna wywarł na mnie ogromne wrażenie charyzmą, ogładą oraz życzliwością.
Dotąd pluję sobie w brodę, że nie znając go wcześniej, nie miałem okazji poprosić go o autograf.
Dlaczego, zapytacie?
Otóż pan Bryll (przez głowę by mi nie przeszło zastosowanie mniej grzecznościowej formy), podczas swojego życia był (bądź jest ;) ) m.in.:
- dyrektorem Polskiego Instytutu Kultury w Londynie
- wykładowcą na uniwersytecie Sunny University, Albany USA
- Ambasadorem RP w Republice Irlandi
- znakomitym tekściarzem ('Peggy Brown' Myslovitz, czy też 'Pieśn kronika' Grechuty to jego słowa!)
- wybornym tłumaczem
- znawcą kultury irlandzkiej
- a także cenionym pisarzem (zarówno proza jak i poezja)
Wraz z żoną, Małgorzatą Goraj-Bryll przyczynili się swego czasu do spopularyzowania w Polsce klimatów oraz legend irlandzkich. Ale czego by się spodziewać po ludziach, których pies wabi się Guinness ;) ?
Cóż o Nim więcej pisać? Mi nie wypada, odsyłam przeto do źródeł właśnie -> http://www.bryll.pl/
Komu nie szkoda czasu na zapoznanie się z tą postacią, ten znajdzie tam coś dla siebie. Kto zaś nie ma (jeszcze) na to ochoty, zaś czyta dalej... Oto jeden z powodów. Wiersz o Polsce, choć przewrotnie zatytułowany.
'Co o bigosie pisać?'
Co o bigosie pisać narodowym?
Że ciężkie sny przynosi...
Stare zmory,
które Piast palcem swym kołodziejowym
z gardła wyrzucał, które naród chory
przez tysiąc lat wyrzygać nie umiał, znów cisną,
- Bo odpaśliśmy boki. Bo nad Wisłą
prawie nie cuchnie trupem.
Ergo - żywot
musi się odąć. Jakby w nim na gromy
walczyły bogi olimpijskie. Ckliwo
musi być w gardłach. Z tego jęzor chromy
bełkocąc tworzy wolność tak prawdziwą:
- że jeśli ktoś nie pojmie - godzien inkwizycji
i do swobody przez szarże policji
jest zagoniony...
Co więc o bigosie
o długich nocnych zmorach rodaków?
Że jawa
może być u nas tylko, kiedy krwawa
smuga przez rzekę spłynie. Że tylko w pogoni
jak zwierzę, które życia swego broni
idziemy zrzucić trucizny defilad,
przemówień tępych, mysich spisków, przypraw,
od których trzysta lat temu odwykła
europejska chytrość kuchenna.
Jeżeli zaś jeszcze nikogo nie przekonałem... gorąco odsyłam do materiału filmowanego nagranego i wyemitowanego przez Telewizję Polską w czasach zmniejszonej pomroczności.
http://www.youtube.com/watch?v=fulzQMr5Xx8&feature=related
Reasumując zapraszam na Bryllowanie, na spojrzenie na niesamowitego i niezmiernie skromnego człowieka... który przecież mógłby wywyższać się nad wieloma z nas.
Sláinte
wtorek, 22 czerwca 2010
Ja inaczej nie potrafię
Zbigniew Herbert
'Przesłanie Pana Cogito'
Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę
idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch
ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy
a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys
i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie
strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych
strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy
czuwaj - kiedy światło na górach daje znak - wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę
powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku
a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów
Bądź wierny Idź
... gdyż tylko ta droga uczyni z nas człowieka.
'Przesłanie Pana Cogito'
Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę
idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch
ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy
a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys
i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie
strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych
strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy
czuwaj - kiedy światło na górach daje znak - wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę
powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku
a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów
Bądź wierny Idź
... gdyż tylko ta droga uczyni z nas człowieka.
piątek, 18 czerwca 2010
para-polityka
Proszę państwa, szanowni czytelnicy i czytelniczki.
Tak to nam się ostatnio złożyło, że brakuje nam (choć to dość nieszczęśliwe określenie) prezydenta.
Tak się również składa, iż niedługo mamy wybory prezydenckie.
Przypadek?!
A skądże ;). Takoż i dzisiejszy wpis nie będzie przypadkowym.
Nie martwcie się jednak, nie będzie on dotyczył agitacji wyborczej (chociaż moje poglądy 'polityczne' są znane, nie mam ich po co ukrywać).
Mam zamiar napisać o tym dlaczego nie powinniście głosować na ludzi, którzy kłamią w żywe oczy, nie mają pojęcia co tak naprawdę jest wymagane od prezydenta, bądź...
Są zbyt mali, aby Rzeczpospolitą reprezentować na arenie międzynarodowej.
Pod względem 'merytorycznym' odsyłam do strony http://www.latarnikwyborczy.pl/
Można tam odnaleźć poglądy kandydatów 'do tronu' i zweryfikować je podług własnych odpowiedzi na ten temat. Mi osobiście wyszło ponad 80% zgodności z poglądami Janusza Korwin-Mikke. Pozostałe +/- 20% odpadło z powodu nastawienia typu: leję sikiem prostym na taki 'problem' ;) (wybaczcie słownictwo, aczkolwiek nie od kozery przy wchodzeniu na blog istnieje ostrzeżenie na temat zawartości; poza tym uwielbiam to określenie :D ).
Oczywiście co ma wspólnego prywatyzacja lasów państwowych z prezydenturą, to już niestety nie na moją głowę... Niemniej wiadomo, że Polak nie taką kiełbasę przedwyborczą zeżre.
Proszę państwa. Prezydent to reprezentant państwa. Posiada prawo veta. Może kogoś ułaskawić. Kompletnie rozwala obronność kraju będąc zwierzchnikiem Polskich Sił Zbrojnych.
To tyle.
Z tego powodu nie powinniśmy umożliwiać prezydentury komukolwiek, kto ma bezpośrednie powiązanie z osobami (nie)rządzącymi w parlamencie, bądź stojącymi w mniej lub bardziej karykaturalnym gabinecie cieni.
Dlaczego? Otóż wyłuszczam: koalicja PO-PSL w sumie dużo nie szkodzi, lecz głównie dlatego, że mało może. Ludzi inteligentnych tam jak na lekarstwo. Na początku byłem umiarkowanym optymistą (chociaż nie głosowałem na nich). Obecnie widzę tam dyletanctwo i brak pomysłu na cokolwiek (z kampanią prezydencką i planem przeciwpowodziowym na czele).
PiS? Proszę mnie nie rozśmieszać. To jest partia tylko dla PP - 'Prawdziwych Pola(cz)ków'.
Jeżeli ktoś ma w swoich szeregach człowieka tak dalece pozbawionego skrupułów i kręgosłupa moralnego, czy kulturalnego, jak Jacek Kurski...
Jeżeli ktoś dąży do 'odnowy moralnej' poprzez koalicję z Samoobroną...
Jeżeli ktoś pluje, obraża i swym zaślepieniem szkodzi innym...
Mam ciągnąć dalej?
SLD... proszę państwa, dla wymienionego przeze mnie wcześniej polityka, demokracja jest tak odrażającym słowem, że musi je wykropkowywać (patrz: d**okracja).
Dla mnie takim słowem jest 'polityka socjalna' oraz wszelkie jej wypaczające duszę aspekty.
SLD w zasadzie oficjalnie popiera nierobów i chce zabierać osobom pracującym (np. autorowi tego bloga), by dać 'biednym' (porównajcie wcześniejszy wpis o byciu nauczycielem do tego stanu rzeczy). W dodatku stopień umoczenia jej (byłych, mam nadzieję) członków w przeróżnych aferach jest zatrważający.
Nie na darmo Kukiz śpiewał: "Jak ja was kurwy nienawidzę" w piosence zatytułowanej 'virus sLD'.
Spójrzmy prawdzie w oczy. Wyżej wymienione partie oraz ich członkowie to cały czas ci sami ludzie, którzy nie zmienili w Rzeczpospolitej Polskiej niemal NIC na lepsze... a mieli na to 21 lat.
Głos oddany na kogoś z PO, PSL, SLD, PiS to głos stracony.
O skreślonej pozycji ośmieszonej Samoobrony czy też LPR nie wspomnę.
W kim więc nadzieja? W ludziach z prawdziwymi zasadami.
Tak, proszę państwa. Marzy mi się świat, w którym politycy będą wykształceni, obyci w świecie, zaznajomieni ze sztuką dyplomacji, a także będą potrafili rzecz najważniejszą - słuchać ekspertów.
Tacy ludzie to nie jest tylko JKM. Jeżeli komuś nie przeszkadzają prawicowe poglądy, to całkiem konkretnym rzeczowym i przede wszystkim ludzkim kandydatem jest także Marek Jurek.
Cóż z tego, że jest 'katolem'? Tak się składa, że nikt go nie umoczył w żadnej aferze, tabloidy nie rozpisują się na temat skoków w bok, czy czegoś w tym guście.
Proszę państwa... prezydentem może zostać jedynie osoba posiadająca ogładę, wiedzę i własną wizję tego, jak innych skłonić do kompromisu, a nie jak zrobić to samemu.
'Bronek', pardon, Bronisław Komorowski jest człowiekiem wyważonym. Nie jest jednak liderem. Niestety byłby to człowiek Donalda Tuska.
Z nim zaś problem jest bardzo prosty - on sam nie jest liderem.
Głosujcie więc według własnego sumienia - pamiętajcie jednak, że głos oddany na marionetkę to głos stracony.
Tak to nam się ostatnio złożyło, że brakuje nam (choć to dość nieszczęśliwe określenie) prezydenta.
Tak się również składa, iż niedługo mamy wybory prezydenckie.
Przypadek?!
A skądże ;). Takoż i dzisiejszy wpis nie będzie przypadkowym.
Nie martwcie się jednak, nie będzie on dotyczył agitacji wyborczej (chociaż moje poglądy 'polityczne' są znane, nie mam ich po co ukrywać).
Mam zamiar napisać o tym dlaczego nie powinniście głosować na ludzi, którzy kłamią w żywe oczy, nie mają pojęcia co tak naprawdę jest wymagane od prezydenta, bądź...
Są zbyt mali, aby Rzeczpospolitą reprezentować na arenie międzynarodowej.
Pod względem 'merytorycznym' odsyłam do strony http://www.latarnikwyborczy.pl/
Można tam odnaleźć poglądy kandydatów 'do tronu' i zweryfikować je podług własnych odpowiedzi na ten temat. Mi osobiście wyszło ponad 80% zgodności z poglądami Janusza Korwin-Mikke. Pozostałe +/- 20% odpadło z powodu nastawienia typu: leję sikiem prostym na taki 'problem' ;) (wybaczcie słownictwo, aczkolwiek nie od kozery przy wchodzeniu na blog istnieje ostrzeżenie na temat zawartości; poza tym uwielbiam to określenie :D ).
Oczywiście co ma wspólnego prywatyzacja lasów państwowych z prezydenturą, to już niestety nie na moją głowę... Niemniej wiadomo, że Polak nie taką kiełbasę przedwyborczą zeżre.
Proszę państwa. Prezydent to reprezentant państwa. Posiada prawo veta. Może kogoś ułaskawić. Kompletnie rozwala obronność kraju będąc zwierzchnikiem Polskich Sił Zbrojnych.
To tyle.
Z tego powodu nie powinniśmy umożliwiać prezydentury komukolwiek, kto ma bezpośrednie powiązanie z osobami (nie)rządzącymi w parlamencie, bądź stojącymi w mniej lub bardziej karykaturalnym gabinecie cieni.
Dlaczego? Otóż wyłuszczam: koalicja PO-PSL w sumie dużo nie szkodzi, lecz głównie dlatego, że mało może. Ludzi inteligentnych tam jak na lekarstwo. Na początku byłem umiarkowanym optymistą (chociaż nie głosowałem na nich). Obecnie widzę tam dyletanctwo i brak pomysłu na cokolwiek (z kampanią prezydencką i planem przeciwpowodziowym na czele).
PiS? Proszę mnie nie rozśmieszać. To jest partia tylko dla PP - 'Prawdziwych Pola(cz)ków'.
Jeżeli ktoś ma w swoich szeregach człowieka tak dalece pozbawionego skrupułów i kręgosłupa moralnego, czy kulturalnego, jak Jacek Kurski...
Jeżeli ktoś dąży do 'odnowy moralnej' poprzez koalicję z Samoobroną...
Jeżeli ktoś pluje, obraża i swym zaślepieniem szkodzi innym...
Mam ciągnąć dalej?
SLD... proszę państwa, dla wymienionego przeze mnie wcześniej polityka, demokracja jest tak odrażającym słowem, że musi je wykropkowywać (patrz: d**okracja).
Dla mnie takim słowem jest 'polityka socjalna' oraz wszelkie jej wypaczające duszę aspekty.
SLD w zasadzie oficjalnie popiera nierobów i chce zabierać osobom pracującym (np. autorowi tego bloga), by dać 'biednym' (porównajcie wcześniejszy wpis o byciu nauczycielem do tego stanu rzeczy). W dodatku stopień umoczenia jej (byłych, mam nadzieję) członków w przeróżnych aferach jest zatrważający.
Nie na darmo Kukiz śpiewał: "Jak ja was kurwy nienawidzę" w piosence zatytułowanej 'virus sLD'.
Spójrzmy prawdzie w oczy. Wyżej wymienione partie oraz ich członkowie to cały czas ci sami ludzie, którzy nie zmienili w Rzeczpospolitej Polskiej niemal NIC na lepsze... a mieli na to 21 lat.
Głos oddany na kogoś z PO, PSL, SLD, PiS to głos stracony.
O skreślonej pozycji ośmieszonej Samoobrony czy też LPR nie wspomnę.
W kim więc nadzieja? W ludziach z prawdziwymi zasadami.
Tak, proszę państwa. Marzy mi się świat, w którym politycy będą wykształceni, obyci w świecie, zaznajomieni ze sztuką dyplomacji, a także będą potrafili rzecz najważniejszą - słuchać ekspertów.
Tacy ludzie to nie jest tylko JKM. Jeżeli komuś nie przeszkadzają prawicowe poglądy, to całkiem konkretnym rzeczowym i przede wszystkim ludzkim kandydatem jest także Marek Jurek.
Cóż z tego, że jest 'katolem'? Tak się składa, że nikt go nie umoczył w żadnej aferze, tabloidy nie rozpisują się na temat skoków w bok, czy czegoś w tym guście.
Proszę państwa... prezydentem może zostać jedynie osoba posiadająca ogładę, wiedzę i własną wizję tego, jak innych skłonić do kompromisu, a nie jak zrobić to samemu.
'Bronek', pardon, Bronisław Komorowski jest człowiekiem wyważonym. Nie jest jednak liderem. Niestety byłby to człowiek Donalda Tuska.
Z nim zaś problem jest bardzo prosty - on sam nie jest liderem.
Głosujcie więc według własnego sumienia - pamiętajcie jednak, że głos oddany na marionetkę to głos stracony.
wtorek, 15 czerwca 2010
But it's so DUMB!
Proszę państwa, dzisiaj się nie wysilę i podam po prostu bezczelną reklamę pewnego blogu. Jego właścicielka zapewne nie zdaje sobie sprawy z istnienia mojego blogu, ale to akurat inna sprawa :)
Blog o którym mówię to http://dumb.bloog.pl/
Jest (w miarę) nietypowy gdyż jest blogiem komiksowym, a więc co wpis to ilustracja :). I niewiele więcej.
Z tym że o to właśnie chodzi!
Jego zalety to:
- abstrakcyjny humor (w dodatku w kobiecej wersji, więc, podkreślmy to i posłodźmy, to rzadkość ;))
- adekwatna kreska (od banalnej, przez kiczowatą, do całkiem ambitnej, aż po wystawową - dla każdego coś miłego, zresztą nie o samą kreskę tu chodzi)
- blog ten umożliwił mi wywołanie powyższym podpunktem apopleksji u większości ludzi z ASP którzy się z tym wpisem zetkną (bonus :D )
- więcej plusów nie wymieniam, gdyż są subiektywne lub nieważne ;)
Tak jeno kończąc podpowiem, aby czytać od początku. Nie ma tam żadnych logicznych powiązań, łatwiej jednak wdrożyć się w klimat.
Także smacznego :)
Blog o którym mówię to http://dumb.bloog.pl/
Jest (w miarę) nietypowy gdyż jest blogiem komiksowym, a więc co wpis to ilustracja :). I niewiele więcej.
Z tym że o to właśnie chodzi!
Jego zalety to:
- abstrakcyjny humor (w dodatku w kobiecej wersji, więc, podkreślmy to i posłodźmy, to rzadkość ;))
- adekwatna kreska (od banalnej, przez kiczowatą, do całkiem ambitnej, aż po wystawową - dla każdego coś miłego, zresztą nie o samą kreskę tu chodzi)
- blog ten umożliwił mi wywołanie powyższym podpunktem apopleksji u większości ludzi z ASP którzy się z tym wpisem zetkną (bonus :D )
- więcej plusów nie wymieniam, gdyż są subiektywne lub nieważne ;)
Tak jeno kończąc podpowiem, aby czytać od początku. Nie ma tam żadnych logicznych powiązań, łatwiej jednak wdrożyć się w klimat.
Także smacznego :)
niedziela, 13 czerwca 2010
Niedzielna lemoniadka
Niedziela zawsze była i zawsze będzie dla mnie dniem bardzo sentymentalnym.
Co ważniejsze jest dla mnie taka świadomie i z wyboru, a nie dlatego, że jakiś spaślak w sutannie wystęka to podczas kazania.
W zasadzie poza tym, że w niedzielę często muszę podróżować, najchętniej spędzałbym ten dzień leniuchując. Kiedyś ludzie zbierali się w niedziele (liczba mnoga, dlatego brak ogonka - komentarz dla innych purystów językowych ;) ) na rodzinnych obiadach.
Siadali przy stole, rozmawiali, cieszyli się swoją obecnością i bliskością.
Szczerze mówiąc średnio sobie wyobrażam samego siebie w takiej sytuacji... jestem raczej aspołeczny w stosunku do ludzi którzy mnie nudzą ;).
Niemniej spotkanie z przyjaciółmi także jest bardzo dobrym pomysłem.
Zaś cóż lepszego można przygotować na takie spotkanie podczas takiej pogody niźli...
Lemoniadę :) ?
Zresztą robi się ją wprost banalnie (nie mylić z bananalnie ;) ).
Wystarczy nam wielki dzbanek. Jak duży? W sumie nieważne, podam po prostu proporcje :). Wynikają one z moich osobistych upodobań, gdyż lubię lemoniadę raczej kwaśną niż słodką (mówiłem już, że uwielbiam cytryny?)
Otóż na litr wody potrzebujemy około 5 średnich cytryn, bądź 6-7 limonek (limetek, czy też what-the-frakkin'-ever jak się je zwie :) ). Należy tutaj uważać i po prostu popróbować, gdyż limonki są po prostu kwaśniejsze, lecz także znacząco kwaśniejsze od swoich młodszych sióstr.
Eksploratorom mogę zaś doradzić popróbowanie z 'mixem' cytryn z limonkami. Rezultat bywa ciekawy :).
Cytryny czy też limonki należy sparzyć i wybebeszyć, bądź też odpowiednio wycisnąć (tak czy inaczej polecam je umyć). Lemoniada jest najciekawsza kiedy dodamy do niej cały miąższ :). Calutki :)
Aby zaś nie wykrzywiało nas za bardzo, potrzebujemy (według gustu) od 3 do 5 łyżeczek cukru. Im więcej, tym bardziej będzie smakowało opornym na kwaśne nuty ;).
Podobno da się także wypić wersję z cukrem pudrem zamiast zwykłego cukru, nie próbowałem jednak tego.
Cały czas też zastanawiam się 'co by było gdyby'... użyć cukru brązowego (trzcinowego?).
No nic, może się zawezmę i spróbuję kiedyś :) ?
Tak czy inaczej z podanych powyżej składników (woda, cukier, sok z cytryn/limonek) robimy następującą mieszankę:
- wodę zmieszać z cukrem w sposób względnie dokładny :)
- dodać wyciśnięty sok/miąższ z cytryn/limonek
- zmieszać raz jeszcze, przelać do dzbanka, wstawić do lodówki
- trzymać tam przez co najmniej pół godziny
- cieszyć się efektem
- przesłać wyrazy podziękowania na moje konto ;)
Namárië :D
PS. jako bonus dla wytrwałych - oto coś co ukazuje w sposób bardziej obrazowy moje odczucia związane z niedzielą.
Co ważniejsze jest dla mnie taka świadomie i z wyboru, a nie dlatego, że jakiś spaślak w sutannie wystęka to podczas kazania.
W zasadzie poza tym, że w niedzielę często muszę podróżować, najchętniej spędzałbym ten dzień leniuchując. Kiedyś ludzie zbierali się w niedziele (liczba mnoga, dlatego brak ogonka - komentarz dla innych purystów językowych ;) ) na rodzinnych obiadach.
Siadali przy stole, rozmawiali, cieszyli się swoją obecnością i bliskością.
Szczerze mówiąc średnio sobie wyobrażam samego siebie w takiej sytuacji... jestem raczej aspołeczny w stosunku do ludzi którzy mnie nudzą ;).
Niemniej spotkanie z przyjaciółmi także jest bardzo dobrym pomysłem.
Zaś cóż lepszego można przygotować na takie spotkanie podczas takiej pogody niźli...
Lemoniadę :) ?
Zresztą robi się ją wprost banalnie (nie mylić z bananalnie ;) ).
Wystarczy nam wielki dzbanek. Jak duży? W sumie nieważne, podam po prostu proporcje :). Wynikają one z moich osobistych upodobań, gdyż lubię lemoniadę raczej kwaśną niż słodką (mówiłem już, że uwielbiam cytryny?)
Otóż na litr wody potrzebujemy około 5 średnich cytryn, bądź 6-7 limonek (limetek, czy też what-the-frakkin'-ever jak się je zwie :) ). Należy tutaj uważać i po prostu popróbować, gdyż limonki są po prostu kwaśniejsze, lecz także znacząco kwaśniejsze od swoich młodszych sióstr.
Eksploratorom mogę zaś doradzić popróbowanie z 'mixem' cytryn z limonkami. Rezultat bywa ciekawy :).
Cytryny czy też limonki należy sparzyć i wybebeszyć, bądź też odpowiednio wycisnąć (tak czy inaczej polecam je umyć). Lemoniada jest najciekawsza kiedy dodamy do niej cały miąższ :). Calutki :)
Aby zaś nie wykrzywiało nas za bardzo, potrzebujemy (według gustu) od 3 do 5 łyżeczek cukru. Im więcej, tym bardziej będzie smakowało opornym na kwaśne nuty ;).
Podobno da się także wypić wersję z cukrem pudrem zamiast zwykłego cukru, nie próbowałem jednak tego.
Cały czas też zastanawiam się 'co by było gdyby'... użyć cukru brązowego (trzcinowego?).
No nic, może się zawezmę i spróbuję kiedyś :) ?
Tak czy inaczej z podanych powyżej składników (woda, cukier, sok z cytryn/limonek) robimy następującą mieszankę:
- wodę zmieszać z cukrem w sposób względnie dokładny :)
- dodać wyciśnięty sok/miąższ z cytryn/limonek
- zmieszać raz jeszcze, przelać do dzbanka, wstawić do lodówki
- trzymać tam przez co najmniej pół godziny
- cieszyć się efektem
- przesłać wyrazy podziękowania na moje konto ;)
Namárië :D
PS. jako bonus dla wytrwałych - oto coś co ukazuje w sposób bardziej obrazowy moje odczucia związane z niedzielą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)