Nie miałem ostatnio pojęcia za opisywanie czego by tu się wziąć. Poważnie!
Moja ojczyzna, wespół z całym światem, zamieniła się w swego rodzaju kabaret.
Brunon K. chciał zbudować karbidówkę we współpracy z kilkoma agentami ABW, czy CBŚ, czy jak się tam teraz ta nasza pseud-agentura nazywa. Nim dołączył do grona terrorystów, złapano go po donosie żony (sic!), zaś nasi dzielni agenci pochwalili się tym na całą Polskę. Na świat już nie, gdyż to trochę wiocha, jaki kraj, taki terroryzm ;).
Morał zaś z tego wynika prosty: Zaufaj kobiecie, nie doczekasz wiosny.
W PSL zmieniły się władze, Pawlak odszedł. Niestety, nie na zieloną trawkę, pasać gęsi, czy inne żubery, jak ongiś taki dziadek z SLD. Pawlak wszak ludzkie panisko, musiał wpierw wygospodarować nagrodę dla wszystkich swoich podwładnych.
Dyć to gest na miarę... Kozakiewicza. W stronę każdego, z kogo ściąga się haracz zwany, z jakiegoś powodu, podatkiem.
Dalej. "Nasz" obecny budżet przewiduje 100 razy (sic!) większe wpływy z mandatów drogowych. Generalnie nazwałbym opieranie budżetu na czymś losowym i zależnym od łamania prawa przez obywateli za pomysł kretyński. Musiałbym jednak wtedy nazwać kretyńskim też pomysł NFZ'ów, które to przewidują, ilu obywateli zachoruje, a ilu zaś będzie leczonych. Oj, wybaczcie. Tak to przecież już działa, spóźniłem się.
Również "Pokłosie" rzuciło się pokłosiem na całą naszą elytę oraz inne lewackie i/lub pseudo-prawicowe grupy. Elita oczywiście bomba sobie na to, gdyż western o problemach etyczno-moralnych dwóch braci na zapyziałej, polskiej wsi (która to, jak wiadomo, w rzeczywistości jest zaawansowana i czysta jak łza), nie jest, jakby nie wysilić retoryki, obrazem POLSKI I POLAKÓW. Nie jest i nie będzie.
Niestety konieczność trąbienia o tym może ogłupić, czego doświadczył Stuhr młodszy, wypowiadając jakieś średnio mądre zdania o bitwie pod Cedynią.
A myślałem, że to tylko LPR'owcom stawał na ten temat :).
Tytuł dzisiejszy pije jednak do czegoś innego - do reakcji "Polaków" na wszystkie te powyższe sprawy.
Reakcja ta jest trudna do ujednolicenia, wiadomo.
Jedni z Brunona się śmieją, że niby wykształcony (niby doktorat z chemii ma), a nie potrafił profesjonalnej bomby zrobić. Inni zaś złorzeczą, że tuman nie zabił "Ryżego Żyda".
Powyższe określenie zasłyszałem zresztą dzisiaj, czekając na szczepionkę przeciwuczuleniową w pewnej legnickiej przychodni. Wypowiedziała je nierozgarnięta (sądząc po wymowie) starsza pani, która indoktrynowała znajomą o tym, kto Polską rządzi.
Nie wiem, czy wiecie, lecz żydokomuna ma się dobrze. Komorowski to wszak Żyd. Ukrywa się za szlacheckim nazwiskiem, ale Żyd. Mam tu też wrażenie, wtrącić sobie pozwolę, że głowie tej osoby słowo "Żyd" pisane było z małej litery. Żydy i komuchy to Palikoty, Pawlaki, Urbany (tu z komuchem trochę po drodze, w sensie cała ta ostatnia trójka to takie śmieszne lewactwo, w dodatku nie lubiące się nawzajem, więc jeszcze przez to bardziej groteskowe).
Wymienione powyżej osoby zabijają Polskość, honor i ojczyznę, Boga zaś już dawno ukrzyżowali (niewykształconych ateistów odsyłam do książek historycznych, pseudo-katolików za do Nowego Testamentu).
Ręce mi opadły, ale nie miałem siły, by wstać i kazać się wariatce zamknąć. Pewnie cierpiała na demencję, zaś mózg wyprało jej pewne radio.
Dodatkowo zaś, jako osoba anty-lewicowa, więc, siłą rzeczy, raczej prawicująca (i nie, PiS nie jest prawicowy i nigdy nie będzie), uważam, że każdy ma prawo wierzyć i głosić takie poglądy, jakie ma ochotę.
Wierzyć w to i głosić, o ile robi to w sposób cywilizowany.
Tym właśnie prawica różni się od lewicy, że mówi wyraźnie: my wiemy, że ludzie są różni i my chcemy, aby każdy miał takie prawa, na jakie zasłużył. Lewica zaś chce ludzi ujednolicić, sprowadzić do wspólnego mianownika i pozbawić różnorodności.
Powiedzcie mi moi mili, gdzie byście woleli mieszkać? Tam, gdzie możesz głosić dowolne poglądy i mieć swobodę wyznaniową, decyzje zaś podejmować podług indywidualnej etyki i moralności...
Czy też w państwie, gdzie czegoś większość (albo i mniejszość nawet) zabrania reszcie, gdzie głosić możesz tylko "słuszną wersję"?
Ja chciałbym żyć w takim, gdzie mogę powiedzieć wprost: tamta kobieta była kretynką (i pewnie dalej jest, czasu raczej nie miała, by się zmienić).
Głupi są także lewacy z polityczną poprawnością.
Głupi są pseudo-prawicowcy, którzy uważają, że ksenofobia jest OK. Nie żeby przy okazji wykształcona część Murzynów mieszkających w Irlandii nie wstydziła się za "świeżych" imigrantów z Afryki. Którzy zresztą nie zachowują się dużo gorzej od plebsu z Polski, rozróżnianych tam od Polaków mianem "Polaczka" (Polack, a nie Pole). Taka scenka rodzajowa, oparta na doświadczeniach własnych.
Wreszcie i ja jestem głupi myśląc, że napisanie tego może coś, lub kogoś zmienić.
Lecz kim byłbym, gdybym nie spróbował?
M.
czwartek, 29 listopada 2012
poniedziałek, 12 listopada 2012
Fiord marzeń
Panie i panowie, nim zacznę na dobre, polecę serdecznie http://www.argumenty-portal.blogspot.com
Nie będę pisał, co i dlaczego tam mi się podoba. Nazwa owego portalu to Argumenty, zachęca on zaś do myślenia i poznawania. Czy potrzeba innego argumentu, by tam zajrzeć? Nie sądzę :).
Wszystkie (ewentualnie) zmartwione posuchą na tym blogu osoby przepraszam równie serdecznie, jak serdecznie polecam powyższy portal.
Zebrało mi się na stare lata na małe szaleństwo i jestem w trakcie kursu prawa jazdy. Szkolenie za mną, test wewnętrzny zdany. Teraz tylko 30 godzin jazdy i zobaczymy co dalej. Na wiosnę zaś egzamin prawa jazdy na motor, marzy mi się jakiś chopperek, czy inny cruiser. Niestety nie Harley, tam się za samą markę dopłaca 50 tysięcy... podczas gdy jakiś przeciętny chopperek to 4-5 tysięcy (a przynajmniej tak twierdzi Nasz Nowy Złoty Cielec, Carre... tfu, znaczy allegro.pl :) ).
Dzisiejszy wpis jest bardzo melancholijny. Pozytywnie, rzecz jasna. Taki z Gorillaz w tle, z:
Macie może takie miejsce, które na zawsze wyryło Wam się w pamięci? Wasze własne, prywatne Wzgórze Melancholii? Pozytywnej! Rzecz jasna ;).
Dla mnie jest to brzeg pewnego anonimowego fiordu w Norwegii.
Bardzo zresztą dziwna z nim sprawa. Nie chodzi o cały fiord, tylko o jego drobny skrawek. Taki prywatny kawałek nieba, którego nigdy nie pozbędę się z pamięci. Zresztą, nie mam zamiaru tego czynić. Moje intencje są dokładnie przeciwne. Nigdy tego nie zapomnieć.
Najśmieszniejsze jest to, iż miejsce te znalazło nas na równi z byciem przez nas odnalezionym. To trzeba było widzieć, cztery ździebko zmachane osoby, szukające dobrego miejsca na rozbicie namiotu i... nagle zwiadowca M. wskazuje ręką: "Patrzcie!". I już widzę to w naszych oczach, swój własny zachwyt, odbity i zwielokrotniony.
Też to widzicie? Jak z bajki :). Niemal jak domek. Te kolory, ech zdjęcie tego nie oddaje. Ta cisza, ta magia, która od razu złapała mnie za serce.
Po lewej były jakieś opuszczone domki letniskowe, ale my szliśmy właśnie tam.
Pamiętam, że rzuciliśmy plecaki, wyjęliśmy aparaty (dziewczyny wyjęły, faceci nieśli cięższe rzeczy, hehe). Chyba z godzinę snuliśmy się tak, chłonąc atmosferę tego miejsca.
Kilka dni wcześniej kupiłem sobie w Bryggen (piękna dzielnica Bergen, zabytek UNESCO) ręcznie wykonaną fajkę. Pamiętam, jak smakował mi wtedy tytoń (kto mnie zna, wie, że papierosów nie lubię!). Nie chodzi nawet o to, że był dobrej jakości.
To miejsce samo w sobie było dobre, mimo kilku ciekawych w konsekwencjach zajść :).
Oj, zdarzyło się, że ktoś się skąpał w ubraniu we fiordzie (nie z własnej woli!).
Możliwe nawet, iż byłem to ja...
Na koniec dnia, jednak... został już tylko spokój. Nie jestem pewien jaki ten nocleg miał długofalowy wpływ na resztę, ale mnie to zmieniło - być może nie jakoś diametralnie, ale bardzo pozytywnie.
Wtedy też uświadomiłem sobie, że takie miejsca, choć rzadkie, są na całym świecie.
Także w Polsce, a konkretnie na moim (z)Dolnym Śląsku :).
Gdzie? Dla każdego są gdzie indziej, wiadomo.
Najważniejsze, że jeżeli o tym pomyślimy, jeżeli to poczujemy, to może nas to zmienić. I to na lepsze, rozwinąć.
A czy nie o to chodzi w życiu? Aby, nieważne kiedy i gdzie, móc spojrzeć za siebie i uśmiechnąć się. Później zaś spojrzeć do przodu i poczuć siłę.
Naszą prywatną moc :).
M.
Nie będę pisał, co i dlaczego tam mi się podoba. Nazwa owego portalu to Argumenty, zachęca on zaś do myślenia i poznawania. Czy potrzeba innego argumentu, by tam zajrzeć? Nie sądzę :).
Wszystkie (ewentualnie) zmartwione posuchą na tym blogu osoby przepraszam równie serdecznie, jak serdecznie polecam powyższy portal.
Zebrało mi się na stare lata na małe szaleństwo i jestem w trakcie kursu prawa jazdy. Szkolenie za mną, test wewnętrzny zdany. Teraz tylko 30 godzin jazdy i zobaczymy co dalej. Na wiosnę zaś egzamin prawa jazdy na motor, marzy mi się jakiś chopperek, czy inny cruiser. Niestety nie Harley, tam się za samą markę dopłaca 50 tysięcy... podczas gdy jakiś przeciętny chopperek to 4-5 tysięcy (a przynajmniej tak twierdzi Nasz Nowy Złoty Cielec, Carre... tfu, znaczy allegro.pl :) ).
Dzisiejszy wpis jest bardzo melancholijny. Pozytywnie, rzecz jasna. Taki z Gorillaz w tle, z:
Macie może takie miejsce, które na zawsze wyryło Wam się w pamięci? Wasze własne, prywatne Wzgórze Melancholii? Pozytywnej! Rzecz jasna ;).
Dla mnie jest to brzeg pewnego anonimowego fiordu w Norwegii.
Bardzo zresztą dziwna z nim sprawa. Nie chodzi o cały fiord, tylko o jego drobny skrawek. Taki prywatny kawałek nieba, którego nigdy nie pozbędę się z pamięci. Zresztą, nie mam zamiaru tego czynić. Moje intencje są dokładnie przeciwne. Nigdy tego nie zapomnieć.
Najśmieszniejsze jest to, iż miejsce te znalazło nas na równi z byciem przez nas odnalezionym. To trzeba było widzieć, cztery ździebko zmachane osoby, szukające dobrego miejsca na rozbicie namiotu i... nagle zwiadowca M. wskazuje ręką: "Patrzcie!". I już widzę to w naszych oczach, swój własny zachwyt, odbity i zwielokrotniony.
Też to widzicie? Jak z bajki :). Niemal jak domek. Te kolory, ech zdjęcie tego nie oddaje. Ta cisza, ta magia, która od razu złapała mnie za serce.
Po lewej były jakieś opuszczone domki letniskowe, ale my szliśmy właśnie tam.
Pamiętam, że rzuciliśmy plecaki, wyjęliśmy aparaty (dziewczyny wyjęły, faceci nieśli cięższe rzeczy, hehe). Chyba z godzinę snuliśmy się tak, chłonąc atmosferę tego miejsca.
Kilka dni wcześniej kupiłem sobie w Bryggen (piękna dzielnica Bergen, zabytek UNESCO) ręcznie wykonaną fajkę. Pamiętam, jak smakował mi wtedy tytoń (kto mnie zna, wie, że papierosów nie lubię!). Nie chodzi nawet o to, że był dobrej jakości.
To miejsce samo w sobie było dobre, mimo kilku ciekawych w konsekwencjach zajść :).
Oj, zdarzyło się, że ktoś się skąpał w ubraniu we fiordzie (nie z własnej woli!).
Możliwe nawet, iż byłem to ja...
Na koniec dnia, jednak... został już tylko spokój. Nie jestem pewien jaki ten nocleg miał długofalowy wpływ na resztę, ale mnie to zmieniło - być może nie jakoś diametralnie, ale bardzo pozytywnie.
Wtedy też uświadomiłem sobie, że takie miejsca, choć rzadkie, są na całym świecie.
Także w Polsce, a konkretnie na moim (z)Dolnym Śląsku :).
Gdzie? Dla każdego są gdzie indziej, wiadomo.
Najważniejsze, że jeżeli o tym pomyślimy, jeżeli to poczujemy, to może nas to zmienić. I to na lepsze, rozwinąć.
A czy nie o to chodzi w życiu? Aby, nieważne kiedy i gdzie, móc spojrzeć za siebie i uśmiechnąć się. Później zaś spojrzeć do przodu i poczuć siłę.
Naszą prywatną moc :).
M.
Subskrybuj:
Posty (Atom)